Niektóre pomniki w Polsce wprawiają w zachwyt, inne są co najmniej kontrowersyjne. Oto 9 ciekawych pomników w Polsce z tej drugiej kategorii. Uważacie je za piękne, przesadz
Miasto wydało na pomnik już prawie 158 tys. zł. Za te pieniądze, w jednej z podkarpackich pracowni, przygotowywana jest gipsowa rzeźba. - Posłuży ona do odlewu z brązu postaci papieża. Pomnik Jana Pawła II w parku Papieskim stanie w przyszłym roku - mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Do tej pory projekt nie został pokazany publicznie, nie wiadomo także kto
No i nigdy nie słyszałam o tym, że na Malcie są ruiny świątyń megalitycznych, jedne z najstarszych na świecie. Coś niesamowitego! Uwielbiam takie miejsca i ciarki mnie przechodzą.Pamiętam jakim szokiem było odwiedzenie Persepolis, czy Doliny Królów w Iranie, albo choćby ruin Troi w Turcji.Troja była założona 3000 lat p.n.e
Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki: Teraz jest Cz cze 22, 2023 1:43: Strona główna forum » Kościół » Kościół w społeczeństwie » Kościół » Kościół w
5 I wy jako żywe kamienie na nim się budujcie w dom duchowny, kapłaństwo święte, ku ofiarowaniu duchownych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. 6 Dla czego w Piśmie stoi: Oto kładę w Syonie kamień przedniejszy narożny, wybrany, kosztowny; a kto weń uwierzy, nie będzie zawstydzon.
Zbudował okręt z ponad 100 działami18817. Zobacz, jak gdański modelarz tworzy z drewna niezwykłe okręty. Ma pięć pokładów, osiemnaście żagli i 104 działa, a jego budowa zajęła Przemysławowi Kołodziejskiemu dziewięć lat. Drewniany model okrętu żaglowego HMS Victory był pierwszym, jaki wyszedł spod rąk emerytowanego strażaka.
. "Nie budujcie mi świątyń z drewna ni kamienia, przełamcie drewno a ja tam będę, podnieście kamień a mnie znajdziecie". Ileż by cellebryci kościelni dali, żeby te słowa zniknęły ze świadomości ludzi... Swoją drogą jak mocno trzeba mieć napieprzone w głowie, żeby koronować obraz i do tego kogoś, kto nigdy nie istniał...
Wróć Szukaj wyników dla : Polska Stacje drogi krzyżowej z drewna, brązu i kamienia Artykuły religijne, chrześcijańskie, pozłacane lub posrebrzane Polska (4) Chrzcielnice Polska (2) Dewocjonalia chrześcijańskie, drewniane Polska (4) Dewocjonalia chrześcijańskie, pozłacane lub posrebrzane Polska (2) Dewocjonalia chrześcijańskie z ceramiki i porcelany Polska (4) Dewocjonalia chrześcijańskie ze szkła Polska (2) Dewocjonalia chrześcijańskie z żelaza Polska (2) Dewocjonalia i wyposażenie chrześcijańskie z brązu Polska (4) Dzwony kościelne Polska (2) Frędzle i ozdoby pozłacane dla kościoła Polska (2) Kasetki na różańce, metal Polska (3) Kropielnice chrześcijańskie Polska (2) Krucyfiksy Polska (5) Lichtarze kościelne i ołtarzowe, chrześcijańskie Polska (5) Medaliony i medaliki, chrześcijańskie Polska (3) Naczynia komunijne, cyboria monstrancje, chrześcijańskie Polska (3) Naczynia liturgiczne złote lub srebrne, chrześcijańskie Polska (2) Obrazy religijne chrześcijańskie Polska (6) Paciorki różańca, corozo, bukszpan lub kość Polska (2) Pamiątki religijne, artykuły dla pielgrzymów, chrześcijańskie Polska (4) Pamiątki weselne i z okazji chrzcin Polska (17) Posągi i figurki chrześcijańskie Polska (10) Ramy obrazów religijnych, chrześcijańskich Polska (3) Różańce Polska (4) Stacje drogi krzyżowej z drewna, brązu i kamienia Polska (2) Stacje drogi krzyżowej z tektury, gipsu, sztukaterii Polska (2) Tabernakulum, chrześcijańskie Polska (5) Tace kościelne i tablice upamiętniające, chrześcijańskie Polska (5) Upominki srebrne z okazji chrztu Polska (1) Wyposażenie strojów do Pierwszej Komunii Polska (3) Wyposażenie szopki bożonarodzeniowej Polska (3) województwo łódzkie (1) województwo świętokrzyskie (1) Tekstylia, tkaniny, odzież, skóra, biżuteria i zegarki Kamienie szlachetne, zegarki i biżuteria Dewocjonalia chrześcijańskie Odkryj nasze Sprawdzone Czołowe Firmy * Ten numer dostępny przez 3 minuty nie jest numerem odbiorcy ale numerem usługi, która połączy Cię z tą osobą. Usługa Kompass. Dlaczego ten numer? Usługa i darmowe rozmowy* * Ten numer, dostępny tylko przez 3 minuty, nie jest numerem korespondenta, tylko numerem usługi, dzięki ktrórej połączysz się z tą osobą Usługa Kompass. Dlaczego ten numer? Numer telefonu dostępny jako opcja Wszystkie linie są zajęte, spróbuj później. * Ten numer dostępny przez 3 minuty nie jest numerem odbiorcy ale numerem usługi, która połączy Cię z tą osobą. Usługa Kompass. Dlaczego ten numer? Usługa i darmowe rozmowy* * Ten numer, dostępny tylko przez 3 minuty, nie jest numerem korespondenta, tylko numerem usługi, dzięki ktrórej połączysz się z tą osobą Usługa Kompass. Dlaczego ten numer? Numer telefonu dostępny jako opcja Wszystkie linie są zajęte, spróbuj później. Powrót do góry strony Usługi Kompass Looking for new B2B Leads ? Purchase a Company list with the executives and contact details
Czarne jest zawsze i wszędzie czarne...Jak programuje się dzieci w bogatym Katarze? - Ta dziewczynka może być przyszłą szahidą, czylisamobójczynią, która chce podobać się Allahowi. - Pojęcie "umiarkowany islam" jest brzydkie i obraźliwe. Umiarkowany islam nie istnieje. Islam to islam- oświadczył przed laty prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan* - Żaden program, żadna z nauk islamu nie była i nie jest receptą na integrację lub asymilację z krajami nie muzułmańskimi jak. np. kraje Zachodu, albo Izrael (z którym Katar utrzymuje potajemnie i czasem jawnie kontakty bo te przynoszą wymierne korzyści szczególnie jeśli chodzi o zagrożenie ze strony Iranu). - Bogaty Katar stara się wywierać wpływ w wielu krajach Zachodu, ale o integracjii poszanowaniu dla bliźnich innego wyznania nie ma mowy. - Emir Kataru, Szejk Hamad bin Khalifa al-Thani w 2011 roku ogłosił i potwierdził swoje zobowiązanie do nie szczędzenia wysiłków, aby nieść przesłanie i szerzyć nauki islamu na całym świecie, zauważając, że świat islamu potrzebuje odnowy i inspiracji doświadczenia "da'wah Wahhaba (wywołanie) ”. - Katar podąża za naukami Muhammada Ibna Abdula Wahhaba (1703-1792), który głosił powrót do „czystego islamu” i namawiał muzułmanów, by podtrzymywali tylko „oryginalne zasady islamu przedstawione przez Salaf” czyli („przodków”, powszechnie uważanych pierwsze trzy pokolenia muzułmanów). - W rezultacie Katar aktywnie finansuje lub współfinansuje meczety na Zachodzie, na przykład we Francji, w Szwajcarii, w Szwecji. - I Islamizacja niektórych dzielnic we Francji, tak zwanych przedmieść, znanych jako "banlieues" - takich jak np. paryskie przedmieścia Seine-Saint-Denis, gdzie kobiety wydają się być wymazywane z kawiarni i ulic - były wzmocnione przez poważne inwestycje Kataru w ostatnich latach na francuskich przedmieściach i meczetach. - Gdy Katar po raz pierwszy zaoferował inwestowanie w małe firmy na francuskich przedmieściach, pojawiły się obawy. Ludzie wyczuwali, że "coś się dzieje". - Nic nie jest za darmo, to pewnik, stwierdził francuski ekspert ds. Bliskiego Wschodu, Karim Sader w telewizji "France" TV 24 w 2012 roku. - Kusi nas, by powiązać finansowanie przedmieść z islamskimi skłonnościami Kataru, biorąc pod uwagę rolę kraju w finansowaniu arabskich rewolucji wiosennych i Bractwa Muzułmańskiego. - ”Francuski politolog, Gilles Kepel już w 2013 roku stwierdził, że: -Większość z tych inwestycji w banlieues, nie przynosi pieniędzy. [Katar kupuje sobie wpływy. - Eric Coquerel, rzecznik lewicowego "Frontu Liberalnego", powiedział wówczas:- Dlaczego Katar miałby inwestować? - Niebezpieczeństwo polega na tym, że inwestuje się w ideę promowania pewnej religii lub określonego sposobu życia. To nic dobrego. - Ostatecznie utworzono wspólny fundusz francusko-katarski, który określił pewne warunki dla katarskich inwestycji, aby uspokoić nerwowość związaną z tymi "inwestycjami". Tu przypomina się rok 2009 gdy Katar chciał kupić stocznie gdańską; chyba tę "inwestycję" odłożył Katar na inna okazję... - Nowy fundusz nie byłby ukierunkowany na konkretne obszary geograficzne we Francji ani na konkretne profile firm, ale będzie również dostępny dla firm z„ naszych przedmieść - ogłosił francuski prezydent François Hollande w 2016 roku. - Inwestycje Kataru we Francji wyniosły około 22 mld USD. - Obecnie warto zastanowić się, jakim "słupem" posłuży się Katar po spłonięciu katedry Notre Dame...? - To wspaniałe miejsce na meczet, podobne do Al Aksa w Jerozolimie (gdzie również wybuchŁ pożar "przypadkowo" w tym samym czasie. Meczet o nazwie Al Aksa wzniesiono nad byłym kościołem, który zbudowano nad byłą żydowską świątynią. A przecież Stwórca prosił swoje dzieci: "Nie budujcie mi ludzkimi rękami świątyńz drewnai kamieni; ja JESTEM w waszych duszach, to wy jesteśie żywą świątynia Świętego Ducha". Ale ludzie wierzący, że są religijnymi "żydami"znowu budują świątynię z kamieni. - Nasz Bóg i Ojciec przemawia do nich jak do ściany płaczu. - - Aby lepiej zrozumieć rodzaj nauczania, czyli programowania mózgów: meczety finansowane przez Katar rozprzestrzeniają się na Zachodzie, islamskie podręczniki edukacji szkolnej - wydrukowane i zatwierdzone przez katarskie Ministerstwo Edukacji i Szkolnictwa Wyższego - umożliwiają wgląd w to, c z e g o najwyraźniej oczekują przywódcy Kataru w kraju i za granicą. - Instytut badań Bliskiego Wschodu "Media Research Institute" (MEMRI) opublikował niedawno raport pt. „Przegląd podręczników do szkoły islamskiej w Katarze na pierwszą połowę roku szkolnego 2018-2019”, który pokazuje, że edukacja islamska może być nawet bardziej radykalna niż najbardziej zaniepokojeni, zachodni krytycy zakładali. - Dżihad to „Cnotliwa postawa obowiązująca muzułmanina. - Koncepcje dżihadu i męczeństwa pojawiają się w katarskich podręcznikach. - Według MEMRI:„Podręczniki dla klas 6, 8, 9 i 12 gloryfikują dżihad i poświęcenie dla islamu, przedstawiając je jako "cnoty" i "boskie przykazania", dzięki którym zasługuje się łaskę i nagrody Allaha, a do nich zalicza się wstęp na najwyższy poziom islamskiego Raju". - W klasie szóstej dzieci uczą się, że „Allah nakazał muzułmanom prowadzić dżihad”. Dżihad jest jego wolą i jest przedstawiany „jako "cnotliwy akt ogłoszony przez Allaha”i zdefiniowany jako „robienie wszystkiego, co możliwe, aby odeprzeć wroga ręką”. [poprzez działanie], językiem [tj. słowami] lub posługując się pieniędzmi (Przekupstwem) aby wywyższyć słowo Wszechmogącego Allaha. - Dżihad, islamska inkwizycja ma na celu "osiągnięcie sprawiedliwości i pokoju na całym świecie ”. - Do ósmego stopnia uczniowie uczą się, że „najwyższym celem dżihadu (świętej wojny)w celu przypodobania się Allahowi jest nakłanianie ludzi do przejścia na islam i sprowadzenie ich na "dobrą drogę”, aw klasie 12 młodzież uczy się, że: „Ci, którzy są męczennikami Allaha nigdy nie umierają - żyją wiecznie osiągnąwszy najwyższy poziom raju (tak,jak w jakiejś grze komputerowej". - Takie organizacje terrorystyczne jak Hezbollah, Hamas, Męczennicy Al Aksa, Islamski Jihad właśnie ostrzeliwujące Izrael, bo sponsorowane przez ajatollahów z Iranu, którzy interpretują Jihad tak, jak im wygodnie. - Katarskie podręczniki kładą także duży nacisk na wskazywanie i podkreślanie różnic między muzułmanami a nie-muzułmanami, „opisując tych ostatnich jako„ niewiernych ”, którzy będą cierpieć straszne katusze i tortury w piekle i których muzułmanie muszą się wyrzec, w oparciu o islamską zasadę al-wala wal- bara, a mianowicie dbając o lojalność wobec innych muzułmanów i odrzucanie nie-muzułmanów ”. - Oczekuje się, że uczniowie zastosują te lekcje realizując te treści we własnym życiu: - Jedno z zadań domowych w podręczniku polega na tym, aby uczniowie o podali przykłady ich relacji z nie-muzułmanami - na przykład z sąsiadem, ze sprzedawcą w sklepie lub kierowcą autobusu albo taksówki. - Inne zadanie domowe polega na tym, aby uczniowie wyjaśnili jakie są „dozwolone granice we wszystkich rzeczach związanych z wymianami kulturowymi między muzułmanami a Tego rodzaju zawirusowanie jest niebezpieczne, a ci, którzy dziś nie znając tych programów pochopnie wspierają adeptów tych demonicznych nauk są przez nich postrzegani nie tylko jako niewierne psy ale także jako pożyteczni idioci, którzy poczują we właściwym czasie ostrze miecza na karku, bowiem władza Allaha w mieczu. *) Pojęcie "umiarkowany islam" jest brzydkie i obraźliwe. Umiarkowany islam nie istnieje. Islam to islam
Zobacz surowe wnętrza kościoła św. Katarzyny i poznaj jego historię. W wieży ma podobno najdokładniejszy zegar na świecie, w prezbiterium grób słynnego astronoma, a posługują w nim duchowni, których zakon wywodzi się z Ziemi Świętej. W dwudziestym czwartym odcinku cyklu Niezwykłe świątynie Trójmiasta prezentujemy kościół św. Katarzyny w Gdańsku. Piorun uderzył 3 lipca 1905 r. Z dymem poszedł poszedł ozdobny hełm wieży, a w ogniu stopiły się dzwony carillonu z XVIII wieku. - Jak nie piorun, to pożar. A później kolejny. Pechowa ta wieża kościoła św. Katarzyny - kręci głową jeden z gdańskich architektów, po czym dodaje: - A przecież przez tyle stuleci było całkiem spokojnie. Katarzynka z wieku na wiek rosła w dokładnie najstarszy kościół parafialny Gdańska zaczął "rosnąć" - nie wiadomo. Pierwsza wersja: obiekt sakralny mógł istnieć w tym miejscu już w X wieku, bo znaleziono szkielety w trumnach i datowano je wstępnie na wiek X. Druga wersja: kaplicę lub kościół wzniesiono - jak głosiła tradycja - w XII wieku. Z kolei trzecia wersja mówi o tym, że kościół istniał już na pewno w XIII Początki kościoła wiązałbym z rokiem 1227, kiedy kapelan książęcy Wilhelm objął kościół jako proboszcz. Z kolei kilkadziesiąt lat później, w 1263 roku, po raz pierwszy pojawia się wzmianka o patronce kościoła, czyli o świętej Katarzynie, która jednocześnie była patronką Gdańska. Świątynia z XIII wieku nie była jednak tą, którą obecnie znamy. Rozbudowa do dzisiejszych rozmiarów rozpoczęła się bowiem w 1379 roku - opowiada Andrzej Januszajtis, znawca dziejów Gdańska. Zbudowano korpus składający się z trzech naw, jednonawowe prezbiterium, zakrystię i kruchtę. Następnie prezbiterium rozbudowano o kolejne dwie nawy i wzniesiono masywną wieżę z bocznymi kaplicami. Na ozdobny hełm wieża musiała zaś czekać do 1634 r. - Trudno wyobrazić sobie panoramę Starego Miasta bez tego właśnie hełmu Katarzynki, bo tak pieszczotliwie nazywany jest kościół - zachwyca się architekt i urbanista prof. Wiesław Gruszkowski. - Do tego piękne sklepienia, których kościół św. Katarzyny ma jedenaście rodzajów. Niegdyś znajdowały się tu również potężne 50-głosowe organy, osiemnaście ołtarzy i dziesięć kaplic - zaczyna wyliczać Andrzej Januszajtis. Zaczyna, bo to początek długiej listy zabytków, które zdobiły lub też nadal zdobią kościół św. Katarzyny. Są epitafia słynnych postaci związanych z Gdańskiem, jest też unikatowa manierystyczna ambona i carillon. Pierwszy pochodził z XVIII wieku i składał się 35 dzwonów. Wygrywał melodie chorału protestanckiego. Kolejny zamontowano po pożarze, który spowodował piorun. Podobno gdańszczanie tak przyzwyczaili się do carillonu, że nie mogli się bez niego Ten kościół był na drugim miejscu po Kościele Mariackim - tak znawca dziejów Gdańska podsumowuje dawną rangę świątyni pod wezwaniem św. Katarzyny. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat świątynia przeżyła jednak dwie potężne tragedie i do dziś walczy o odzyskanie choć części dawnej świetności... Dzwony potrzebne III Rzeszy i niespodzianka na cmentarzysku Jan Kurowski zamiatał ulice. Nie mógł liczyć na więcej w hitlerowskim Gdańsku. Był w końcu Polakiem, któremu udało się wyjść cało z niemieckiego obozu. Odtąd szczytem możliwości dla przedwojennego członka Klubu Sportowego "Gedania" miała być miotła. Niespodziewanie udało mu się jednak zdobyć pracę w firmie budowlanej Albert Falck. - Zmontowano ekipę, było nas tylko dwóch Polaków - Toporek i ja, resztę stanowili Niemcy. To był wiosna, chyba maj, kiedy zaczęliśmy demontaż. Ze stoczni sprowadzono liny stalowe, kołowroty. Zdjęcie małych dzwonów, a było ich 36, nie było trudne. Natomiast blisko dwa miesiące pracowaliśmy nad największym, środkowym dzwonem - wspominał Jan Kurowski na łamach "Dziennika Bałtyckiego" z 1976 roku. Demontaż dzwonów kościoła św. Katarzyny nie był przypadkowy. Był 1942 rok. III Rzesza prowadziła wojnę na wielu frontach. Przemysł ciężki potrzebował surowców. Masowo demontowano więc dzwony. - Firma znalazła specjalny wóz do ciężkich przewozów. Załadowaliśmy dzwon na platformę zaprzężoną w cztery konie i tak jechaliśmy przez miasto. Kazano nam jechać na bocznicę towarową we Wrzeszczu. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że wszystkie dzwony z bocznicy zostały wywiezione. Wtedy nie wiedzieliśmy dokąd - ciągnął dalej swoją opowieść Jan carillon trafił w głąb Niemiec. Mimo że jego dzwony skazane zostały na przetopienie, przetrwały wojnę. Znaleziono je na cmentarzysku dzwonów w Hamburgu. Po czym za zgodą brytyjskich władz okupacyjnych 28 dzwonów carillonu trafiło do ewangelickiego kościoła Najświętszej Marii Panny w Lubece. Dzięki wysiłkowi zegarmistrza o nazwisku Behrens udało się uruchomić Gdy zaś poczekamy na wybicie pół lub całej godziny, wówczas z wysokości wieży południowej spływają na dół wspaniałe dźwięki kurantów z kościoła św. Katarzyny. (...) Do uszu słuchaczy dochodzą różne melodie, stosownie do okresów roku kościelnego, podczas gdy dzwony zwołujące (wiernych) na służbę Bożą znajdują się w wieży północnej - informuje powojenny przewodnik po - lubecką i gdańską - poza carillonem łączy także wspólny los podczas II wojny światowej. Obie legły w gruzach. Pierwsza spłonęła podczas potężnego brytyjskiego nalotu w 1942 r. Drugą strawił ogień trzy lata później - podczas walk o miasto i naśladowcy proroka Eliasza Zobacz dawny kościół świętych Eliasza i Elizeusza (obecnie pod wezwaniem św. Józefa), gdzie przez kilkaset lat posługiwali karmelici. - Pozbawiona hełmu wieża sterczała samotnie, a niegdyś piękna, wschodnia elewacja kościoła św. Katarzyny wyglądała dramatycznie. Patrząc na to, co pozostało ze świątyni, dało się odczuć pełnię dramatu wojennego - wspomina Wiesław Gruszkowski, który przed wojną studiował architekturę we Lwowie, a wiosną 1945 roku przyjechał do zamieszkał na Dolnym Mieście i postanowił dokończyć studia na Politechnice Gdańskiej. Podczas pieszych wędrówek przez zrujnowane miasto nierzadko sięgał po aparat. Wykonując zdjęcia szczególnie upodobał sobie kościół św. Wydawałoby się, że miasto jest definitywnie zamordowane, ale drzewa mówiły, że to nieprawda. Opalone i osmolone zaczęły wypuszczać pączki i liście. To dawało nadzieję - opowiada dziś już 93-letni dla kościoła św. Katarzyny pojawiła się wraz z nowymi gospodarzami. W 1945 roku świątynię przejął zakon, który wywodzi się z Ziemi Świętej. Jego pełna nazwa to Zakon Braci Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. W skrócie: karmelici. - Nazwa naszego zakonu pochodzi od miejsca, w którym przebywał i modlił się święty prorok i pustelnik Eliasz. Wiemy, że groty na Górze Karmel zamieszkiwali pustelnicy, którzy prowadząc samotne życie wzorowali się na Eliaszu. Z takich właśnie ludzi powstał zakon, którego regułę zatwierdził papież w 1226 roku - wyjaśnia o. Bogdan Meger, przeor klasztoru karmelitów w Gdańsku. Z powodu konfliktu chrześcijańsko-muzułmańskiego karmelici zmuszeni zostali do opuszczenia Palestyny. Cześć zakonników przedostała się na Sycylię. Ci, którzy zostali, zginęli śmiercią męczeńską z rąk Saracenów. Klasztor na Górze Karmel spłonął. Z Sycylii ocaleni zakonnicy ruszyli do południowej Francji i dalej do Anglii. W Gdańsku pojawili się w 1391 r. Dzięki datkom ofiarodawców i poparciu władz krzyżackich, na terenie Młodego Miasta - prawdopodobnie nieopodal dzisiejszej ul. Jana z Kolna - stanął karmelicki klasztor. Jednak w połowie XV wieku Młode Miasto - założone i popierane przez Krzyżaków - zostało zniszczone. Wprawdzie kościół wraz z klasztorem przetrwały, ale władze Gdańska, w obawie przed wrogimi wojskami, wolały zburzyć budowle i przenieść karmelitów do Starego Miasta. Tu biali mnisi - bo tak nazywano ich w średniowieczu - rozpoczęli budowę ceglanej świątyni, znanej dziś jako kościół św. Józefa . Posługiwali w nim aż do 1823, kiedy władze Prus dokonały kasaty. Część klasztornych zabudowań przejęło pruskie wojsko, a w 1840 r. powołano parafię św. Józefa. Karmelici powrócili do Gdańska ponownie w 1945 r. Dawna świątynia zajęta była już jednak przez Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Zakonnicy z Góry Karmel postanowili więc osiąść przy kościele św. "Katarzynka" i Daniel w jaskini lwów Odgruzowywanie, porządkowanie, w końcu rozpoczęcie żmudnej odbudowy. A po kilku latach prac budowlana katastrofa. W 1953 r. sztorm nie miał litości dla zrujnowanego kościoła. Pod naporem wiatru runął południowy szczyt prezbiterium i pozostałości sklepień. Karmelici dalej więc zmagali się z tonami gruzu. W końcu jednak nastąpił przełom w odbudowie. Po 1956 roku mury zyskały żelbetowy wieniec stabilizujący konstrukcję. Odbudowano też dachy, część korpusu oraz szczyty nad prezbiterium i w kaplicach południowych. Po czym na początku lat 70. ubiegłego wieku zrekonstruowano ozdobne sklepienia kryształowe w nawach bocznych. Najbardziej spektakularna część odbudowy miała jednak dopiero nadejść. Karmelici złożyli prośbę do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku o przywrócenie kościołowi charakterystycznego hełmu. - Są bardzo poważne odpowiedzi ustne i obietnice, że hełm ma być odbudowywany w planie pięcioletnim. Daj, Boże! W tej intencji odprawiliśmy mszę świętą - cieszył się jeden z karmelitów na kartach zakonnej kroniki. Budowlana operacja rozpoczęła się jesienią 1974 r. Jedna z gazet nadała jej kryptonim "Katarzynka". - Zadanie nie jest proste. Na szczycie 44-metrowej wieży trzeba umieścić konstrukcję wysokości 32 metrów - tłumaczył "Głos Wybrzeża". Dlatego prace podzielono na kilka etapów. W listopadzie 1974 r. umieszczono na wieży stalową konstrukcję o wadze siedmiu ton. W kolejnym roku potężny dźwig "Coles-Centurion" podniósł dwie wieżyczki, a następnie dostarczył na kościelną wieżę dwuczłonowy hełm. Po czym, na koniec, w górę powędrowały kolejne dwie wieżyczki. Po 20 latach od czasów wojny kościelną wieżę znów wieńczył hełm. Pojawiła się też szansa na odzyskanie części wyposażenia. Niemcy, którzy obawiali się nadchodzącej Armii Czerwonej, w latach 1944-45 ukryli cenniejsze wyposażenie Katharinenkirche we wsiach Lisewo i Lichnowy oraz w Kończewicach na Żuławach. Dzięki temu wiele zabytków powróciło po wojnie do świątyni. Sensacją było jednak opisywane przez lokalną prasę odnalezienie dziewięciu cennych obrazów, które zdobiły niegdyś emporę kościoła św. Katarzyny. Płótna przez lata spoczywały w... składnicy konserwatorskiej w Oliwie. - Dotychczas uważano je za mało wartościowe. Okazało się, że obrazy powstały w 1608 roku i pochodzą z pracowni nieznanych mistrzów gdańskich. (...) Obrazy przedstawiają sceny biblijne Daniela w jaskini lwów, ścięcie głowy Holofernesa przez Judytę i odwiedziny Hioba - rozpisywał się "Wieczór Wybrzeża". Karmelici jednocześnie starali się o odzyskanie dzwonów carillonu. W latach 70. jeden z zakonników, przy okazji odwiedzin rodziny w Republice Federalnej Niemiec, trafił na broszurę opisującą kościół Najświętszej Maryi Panny w Lubece. Na jednej ze stron była wzmianka o tym, że dzwony pochodzą z kościoła św. Katarzyny. Zanim jednak sprawa carillonu miała swój finał, w gdańskiej świątyni dokonano sensacyjnego odkrycia. Klerycy znaleźli grób astronoma, a mieszkaniec przedwojennego Gdańska zawalczył o carillon - Po wstąpieniu do zakonu w latach 80., jako młody kleryk przyjechałem do Gdańska. Kościół był wtedy otwarty dla wiernych, ale trzeba było jeszcze odgruzować dwie nawy prezbiterium. Od starszych zakonników słyszeliśmy, że gdzieś w kościele pochowany jest słynny gdańszczanin. Nie jestem ani browarnikiem, ani astronomem, ani też rajcą miejskim. Ale Jan Heweliusz jest mi bardzo bliski, bo przez przypadek - my, klerycy - dokopaliśmy się do jego nagrobnej płyty - opowiada z uśmiechem obecny przeor gdańskich karmelitów. W klasztorze radość. Klerycy znaleźli grób Jana Heweliusza przed świętami Bożego Narodzenia 1986 r. Akurat tuż przed kolejnym rokiem, w którym miano obchodzić 300-lecie śmierci gdańskiego astronoma. To nie był jednak koniec dobrych wieści dla kościoła. Niecałe dwa lata później na kościelną wieżę trafił cariilon. Wcześniej w Gdańsku pojawili się filmowcy pracujący nad filmem "Blizny". Hans Eggebrecht grał rolę Niemca mieszkającego w Wolnym Mieście Gdańsku. Nie był zawodowym aktorem, tylko naturszczykiem. Urodził się w mieście nad Motławą i spędził w nim kilkanaście lat życia, po czym jako żołnierz Wehrmachtu trafił na front wschodni. Prawie pół wieku później stał w otoczeniu filmowców wewnątrz kościelnej Zobaczyłem, że świątynia jest odbudowana, carillonu jednak brak. Wtedy zrodziła się we mnie nieodparta chęć pomocy w odbudowie niegdyś wspaniałego instrumentu - tłumaczył Hans Eggebrecht na łamach "Dziennika Bałtyckiego".O swoim pomyśle Niemiec najpierw poinformował Stolicę Apostolską. Kiedy otrzymał aprobatę od papieskiego sekretarza, rozpoczął zbiórkę pieniędzy w Europie. Miał w tym spore doświadczenie. Wcześniej, w czasie stanu wojennego, zbierał fundusze na pomoc dla gdańszczan. Organizował też transporty leków dla tutejszej Akademii Medycznej. W sprawie carillonu okazywał się równie w Gdańsku radzono, czy sprowadzać ocalałe dzwony z kościoła św. Katarzyny, które po wojnie odnaleziono w Lubece. Ostatecznie zdecydowano, że 28 dzwonów odlanych w 1908 roku, jako zabytek nie przedstawia dużej wartości. Zasugerowano więc zamówienie nowego carillonu. 37 dzwonów miała odlać ludwisarnia z holenderskiego Asten. Po kilku latach prac, 31 sierpnia 1989 r., w przeddzień 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej, odbył się pierwszy koncert nowego carillonu kościoła św. Katarzyny. - Początkowo carillon funkcjonował w trybie automatycznym. Zdarzyło się jednak, że Grzegorz Szychliński z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, zobaczył w Holandii prawdziwy carillon, na którym można było grać ręcznie. No i... zakochał się w tym instrumencie. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku pojawiła się więc klawiatura i traktura, a liczba dzwonów wzrosła do 49 - opowiada Monika Kaźmierczak, która od lat wygrywa na instrumencie najróżniejsze melodie. Od chorału gregoriańskiego, po protestanckie pieśni i amerykańskie kolędy. Zdarzył się jednak okres, kiedy carillon zamilkł na prawie sześć lat. Wszystko przez pożar, który wybuchł w świątyni 22 maja 2006 roku. Bronili wieży i ratowali bezcenne dzieła sztuki - Tego dnia modliłam się w kościele św. Katarzyny, a kiedy później szłam ulicami miasta, ktoś krzyknął: kościół płonie! Spojrzałam w stronę świątyni i zobaczyłam słup ognia i dymu - opowiada Alina, która ze łzami w oczach obserwowała tragiczny pożar z 22 maja 2006 o dymie wydobywającym się z kościoła straż pożarna otrzymała o godz. Pierwszy wóz strażacki dojechał na miejsce cztery minuty później. Za nim pojawiły się kolejne. - Stan, który zastaliśmy, był przerażający. Płonęła większość poszycia dachowego, a ogień zaczynał obejmować też wieżę - wspomina brygadier Jakub Zambrzycki, zastępca komendanta miejskiego PSP w Gdańsku. Pierwsze wozy strażackie, które pojawiły się na miejscu, zaatakowały płomienie wodą z poziomu ulicy Katarzynki. Kiedy dotarły mechaniczne podnośniki i drabiny, strażacy ze wzmożoną siłą próbowali zdławić ogień szalejący na dachu. Silne podmuchy wiatru nie sprzyjały jednak akcji gaśniczej. Ogień rozprzestrzeniał się w szybkim tempie. Strażacy poza walką z płomieniami na dachu, rozpoczęli też zawziętą obronę kościelnej wieży. Po godz. 15 dach się jednak zawalił, a ogień przedostał się na hełm. Na oczach tłumów gdańszczan strażacy wygrali z płomieniami batalię o wieżę. Rozpoczęła się też akcja ratunkowa we wnętrzu kościoła. Do środka wpadli strażacy. Dołączyli do nich dr Jacek Friedrich i dr Jacek Kriegseisen - dwaj historycy sztuki. - W środku było gorąco jak w saunie, zaczęły też odpadać fragmenty sklepień - wspomina pierwszy z nich. Mimo pożaru szalejącego nad sklepieniami, zabytki stały i wisiały na swoich miejscach. Historycy sztuki razem ze strażakami rzucili się do rozmontowywania i wynoszenia zabytków. - Biegaliśmy przy bocznych ścianach, bo środkiem kościoła byłoby zbyt niebezpiecznie - opowiada historyk akcji zapadały dramatyczne decyzje, które dzieła ratować. Ciężkie i mocno przytwierdzone barokowe epitafia musiały zostać. Ogromny obraz Bartłomieja Milwitza "Wjazd Chrystusa do Jerozolimy" również. Historycy sztuki nie chcieli wycinać go z ramy nożami. Wykalkulowali, że podobnie jak inne zabytki znajdujące się przy bocznych ścianach, powinien przetrwać. Bo sklepienie, jeśli miałoby runąć, to na środek świątyni. Ratować trzeba było za to między innymi ołtarz cechu rzeźników i "Ukrzyżowanie" - duży obraz Antoniego Möllera. W pośpiechu rozebrano też bogato zdobione baptysterium. Wynoszono z kościoła, co tylko się dało. - Pamiętam, jak we dwóch chcieliśmy podnieść któryś z ołtarzy - wspomina bryg. Zembrzycki, chłop jak dąb, któremu krzepy nie brakuje: - Nie dało rady we dwóch. Ciężki był jak... Chyba z dębu był robiony. Na szczęście zespół się powiększył i uratowaliśmy tym samym czasie trwała akcja ratunkowa wewnątrz wieży. Strażacy i pracownicy Muzeum Zegarów Wieżowych walczyli o cenne eksponaty. - W środku było jak w piekarniku, a wąskie schody wieży zamieniły się w rwący potok. Zwyciężyła jednak adrenalina i chęć ewakuacji bezcennych dóbr kultury - podsumowuje gaszenia pożaru kościoła trwała 23 godziny. Aby poskromić ogień strażacy zużyli 420 metrów sześciennych wody i 1600 litrów środków pianotwórczych. Zdemontowane i zawilgocone dzieła sztuki wkrótce trafiły do konserwacji. Sąd orzekł później, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej spowodowane przez niesprawne narzędzie dekarza. Wcześniej rozpoczęła się żmudna odbudowa świątyni. Podobno najdokładniejszy zegar świata i szkaplerz, który ocalił karmelitów Regularne koncerty carillonu powróciły po sześcioletniej przerwie. - W tej chwili trwa montaż okien z pięknym szkłem witrażowym. Ponadto jeśli Pan Bóg pozwoli i będą środki, w przyszłym roku zakończylibyśmy izolację wewnętrzną - wylicza przeor karmelitów. Jest listopad 2013 r. W ciągu siedmiu lat odbudowano większość tego, co zdołał zniszczyć pożar. W skrócie: wykonano dachy nad prezbiterium i nawami, odrestaurowano elewację wieży i zadbano o hełm. Wyremontowano też sklepienia świątyni i zabezpieczono ją przed wilgocią. Ponadto do kościoła zaczęło powracać po konserwacji zabytkowe wyposażenie. Prace związane z odbudową pochłonęły już ok. 12 mln złotych. Większość pieniędzy wyłożyło miasto Gdańsk oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tuż po tragedii dołożyły się też Sopot, Gdynia, Rumia, Warszawa, Łódź i powiat Wejherowo. Datki na odbudowę składały również osoby, dla których kościół św. Katarzyny z różnych względów był bliski. Sześć lat po pożarze ponownie zabrzmiało 49 dzwonów. Przy tej okazji Monika Kaźmierczak, jak zwykle próbowała obalić funkcjonujące jeszcze stereotypy dotyczące gry na Każdy dzwon ma swój klawisz, także nie biegamy - jak to niektórzy myślą - z młotkami i nie uderzamy w dzwony. Mamy cywilizowaną klawiaturę, dzięki której możemy grać najrozmaitsze utwory - uśmiechała się carillonistka. Kilkadziesiąt metrów pod carillonem, w kościelnej wieży, zagościło ponownie Muzeum Zegarów Wieżowych. Na jednym piętrze stanęły mechanizmy wykonane ręcznie w kowalskich i ślusarskich warsztatach do XVIII wieku. Wśród nich zobaczyć można zegar wieżowy z gdańskiego kościoła św. Trójcy i kolebnik z klasztoru norbertanek w Żukowie. - To jeden z kilku zachowanych w stanie nienaruszonym kolebników w Europie. Mierzył on czas w zegarach jeszcze przed Galileuszem - wyjaśnia Grzegorz Szychliński, kierownik Muzeum Zegarów Wieżowych, które jest oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Piętro wyżej prezentują się z kolei zegary wyprodukowane w fabrykach w XIX i XX wieku. Jeden z nich pochodzi z Wysp Brytyjskich i ma taką samą konstrukcję jak słynny londyński Big Ben. Perełką w muzeum jest także jedyny w swoim rodzaju zegar To pierwsze urządzenie mierzące czas w oparciu o zjawisko, które przebiega poza ziemią. Chodzi o pulsary, czyli gwiazdy neutronowe, które emitują w przestrzeń kosmiczną puls elektromagnetyczny o niezwykłej stabilności. Nasz zegar korzysta z sześciu pulsarów, które oddalone są od nas w granicach od tysiąca do dziesięciu tysięcy lat świetlnych - wyjaśnia Grzegorz Szychliński. Kustosz Muzeum Zegarów Wieżowych opowiada Katarzynie Moritz o najciekawszych eksponatach. Kustosz muzeum nie kryje zadowolenia, bo zegar pulsarowy będzie prawdopodobnie najdokładniejszym zegarem na świecie. - Co więcej, jest niezależny od zjawisk przebiegających na Ziemi czy wręcz w naszym Układzie Słonecznym - dodaje ciągu tegorocznego lata zegarowe mechanizmy obejrzało ponad sześć tysięcy turystów. W tym wielu z Niemiec i Rosji. Tymczasem w kościele zakonnicy posługują jak dawniej. Wierni przyzwyczajeni do chłodu i surowych murów świątyni przychodzą na msze święte i nabożeństwa. Wielu z nich należy do Rodziny Karmelitańskiej. Na szyjach noszą szkaplerze, czyli dwa kawałki sukna na tasiemkach lub specjalny medalik. - Historia szkaplerza sięga XIII wieku. Wtedy to wydawało się, że karmelici przestaną istnieć. Przełożony zakonu i wielki czciciel Maryi, Szymon Stock, błagał więc Najświętszą Maryję Pannę o pomoc. Matka Boże ukazała mu się, następnie podała szkaplerz i powiedziała: "Przyjmij najmilszy synu szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania" - opowiada przeor. Zakon przetrwał trudne czasy i zaczął nawet zakładać nowe klasztory. Według historii Kościoła, Matka Boża poleciła jednemu z papieży, aby opiekował się karmelitami i Bractwem Szkaplerznym. Zarówno zakonnicy, jak i osoby świeckie mogły otrzymać nadzwyczajną łaskę, znaną jako przywilej sobotni: "Ja, ich Matka, w pierwszą sobotę po ich śmierci, wyzwolę ich z czyśćca i zawiodę na górę życia wiecznego".- Oczywiście, nie samo noszenie szkaplerza daje zbawienie - zaznacza o. Meger i zaraz dodaje: Ten, kto odziany jest w szkaplerz, powinien naśladować Maryję i prowadzić chrześcijańskie dnia każdego miesiąca noszący szkaplerze przychodzą do kościoła św. Katarzyny na karmelitańskie czuwanie z Matką Bożą Szkaplerzną. Wedle tradycji modlą się przeważnie przed obrazem Matki Bożej Trembowelskiej lub Matki Bożej Bołoszowieckiej, a po mszy i błogosławieństwie spoglądają - tak jak pozostali wierni i turyści - na postępy w odbudowie W dobie kryzysu dzielicie się z nami pełnym sercem tym, czego sami macie tak niewiele i za to chcemy wam bardzo podziękować i powiedzieć: Bóg zapłać! - kończy przeor gdańskich karmelitów. Odpust w kościele św. Katarzyny przy dźwiękach carillonuOjcowie karmelici i dyrekcja Muzeum Historycznego Miasta Gdańska zapraszają na uroczystość odpustową św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Mszy świętej, która odprawiona zostanie w poniedziałek 25 listopada 2013 r. o godzinie przewodniczyć będzie przełożony Polskiej Prowincji Karmelitów o. Tadeusz Popiela. Oprawa muzyczna: Polski Chór Kameralny pod dyrekcją Jana Łukaszewskiego oraz Monika Kaźmierczak grająca na carillonie. Niegdyś pochowano przy nim pomorskich rycerzy zamordowanych przez Krzyżaków, a dziś znany jest z mszy świętych dla przedszkolaków. Zobacz średniowieczny kościół św. Jakuba w Oliwie. Do jego budowy parafianie potrzebowali ponad milion dwieście tysięcy cegieł. Zobacz gdyński kościół św. Antoniego Padewskiego wraz z klasztorem franciszkanów.
W sobotę 27 czerwca odbędzie się uroczystość ogłoszenia Matki Bożej Niepokalanej patronką Miasta Gorlice. Centralnym punktem obchodów będzie Msza Święta na gorlickim rynku pod przewodnictwem Biskupa Rzeszowskiego Ks. Jana Wątroby. Najpierw jednak miejscy rajcy zbiorą się na specjalnej sesji Rady Miasta w Dworze Karwacjanów, podczas której dokonany zostanie wpis do kroniki miasta faktu ustanowienia Maryi Niepokalanej Patronką Gorlic. O organizatorzy zapraszają na program słowno-muzyczny poświęcony Maryi Niepokalanej. Od na rynku w Gorlicach mieszkańcy miasta uczestniczyć będą w Mszy Świętej. W jej trakcie odczytany zostanie Akt Nadania Matce Bożej Niepokalanej tytułu Patronki Miasta Gorlice. Nastąpi również Zawierzenie Gorliczan Niepokalanej Maryi – Pani Gorlickiej. Do wzięcia udziału w uroczystości zachęcają proboszcz parafii Narodzenia NMP w Gorlicach Ks. Stanisław Ruszel, Burmistrz Miasta Gorlice Rafał Kukla i Przewodniczący Rady Miasta Krzysztof Wroński.
nie budujcie mi świątyń z drewna i kamienia