Nie udało się :) O tym jak jeździć szybciej na rowerze, pisałem już na blogu, gdzie podpowiadałem czytelnikowi co zmienić w rowerze i stylu jazdy, aby jeździło się lżej. Prędkość maksymalna na rowerze. Znajdą się też osoby, które będą porównywać maksymalną prędkość na rowerze. Mogą też być rolki albo wrotki.O wiele lżej się na tym jeździ niż na rowerze. Może z czasem jak synek zobaczy kolegów jeżdżących na rowerach wyciągniecie swój z piwnicy.Tak było z moją córcią.Na czterokółkowym niezbyt chętnie jeździła, wolała hulajnogę ale teraz jak ma dwa kółka na nowo zafascynowała się rowerem. Jednak teraz po prostu kocham jazdę na rowerze. Nie mam pojęcia jak, ale przerodziła się ona w prawdziwą obsesję. Każdy dzień bez kontaktu z dwoma kółkami powoduje u mnie wyrzuty sumienia. Jestem uzależniona. Jazda na rowerze daje mi poczucie wolności, a poza tym jest znakomitą wymówką jeśli ktoś lubi sobie pojeść. Jazda na rowerze jest doskonałą formą ćwiczeń dla osób z chorobą zwyrodnieniową stawów, ponieważ jest mało inwazyjna i mniej obciąża stawy. Ponieważ jazda na rowerze nie jest aktywnością związaną z dźwiganiem ciężaru ciała, nie wpływa na osteoporozę (stan rozrzedzenia kości). Jazda na rowerze a choroby psychiczne Jest ktoś kto jeździ na rowerze wyczynowo (Downhill/Freeride) Jeśli tak piszcie na pw, ja dopiero zaczynam i chciałbym pogadać z kimś bardziej doświadczonym o sprzęcie;P. Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2012-07-19 17:29:56. To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać. 1 ocena Najlepsza odp: 100 Na rowerze po alkoholu. Osoba jadąca rowerem przy zawartości alkoholu od 0,2 do 0,5 prom. zapłaci 1000 zł. Rowerzysta jadący pod wpływem alkoholu – powyżej 0,5 prom. – straci 2500 zł. Co więcej, w myśl nowego taryfikatora 500 zł zapłacić można także za przewożenie rowerem osoby w stanie po użyciu alkoholu lub podobnie . Czas na trudne pytania i równie trudne odpowiedzi. Bo co zrobić, aby zacząć jeździć szybciej i bardziej efektywniej? Jest wiele sposobów, o czym mogą powiedzieć bardziej doświadczeni kolarze, ale metoda jest jedna – to ciężka praca i lata treningów. Czarna rozpacz Zaczynam przeżywać kryzys. O ile sama jazda w tlenie i długie dystanse nie sprawiają mi większych problemów, to już jazda z konkretną prędkością i utrzymywanie koła pro-amatorom, zdecydowanie jest poza moim zasięgiem. Z przykrością patrzę i z zazdrością podziwiam tych, którzy mijają mnie na trasie jak pociąg TGV z prędkością 45 km/h, co dla niektórych nie jest niczym nadzwyczajnym, a pod górkę idą jak przysłowiowe przecinaki. To właśnie z tej rozpaczy i niemocy urodził się pomysł Yoloride czyli naszych cyklicznych ustawek kolarskich Fun&Smile. Pomyślałam sobie, że skoro inne grupy są za dla mnie szybkie, a chłopaki odjeżdżają mi na pierwszej lepszej górce, to stworzę swoją grupę i będziemy jeździć moim tempem! A co tam! Pewnie nie jestem odosobniona w swoich wątpliwościach i w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie: jak zacząć jeździć szybciej? Dlatego zrobiłam niemały research i podpytałam bardziej doświadczonych kolarzy o cenne porady. Może i Wam pomogą? Co wpływa na prędkość? Jest mnóstwo czynników, które wpływają na prędkość na rowerze. Począwszy od czynników atmosferycznych i zewnętrznych, na które nie mamy wpływu, po te bardziej osobiste, jak samopoczucie i dyspozycja dnia. Co nie pozwala nam szybko jeździć? wiatr – czyli główny hamulcowy w rozwijaniu prędkości. I zazwyczaj wieje w twarz. Pomoże jazda za kimś w grupie, aerodynamiczna pozycja i wrzucenie niższej przerzutki. pogoda – to nie tylko wiatr, ale też zimno lub upał. Pomoże odpowiedni ubiór, krótsze trasy, a latem zacienione drogi. korki – sam wyjazd z miasta to już strata kilku minut. Korki, przeszkody na drodze i sygnalizacja świetlna – tak zaniżamy średnią. Pomoże wybór trasy z szybkim wyjazdem z miasta i mniej uczęszczane drogi. nawierzchnia – czyli nasze polskie drogi: dziury, koleiny, krawężniki. Tutaj nic nie pomoże. Dlatego musimy zwalniać, omijać je, a czasami nawet zatrzymać się, żeby przeprowadzić rower przez krawężnik czy niepewną nawierzchnię. podjazdy – czyli cała esencja kolarstwa! Naturalna selekcja. Kto mocniejszy ten wygrywa. Nie masz techniki, odpowiedniej wagi, siły mięśni i wydolności – odpadasz. Pomoże ciężka praca, nie tylko na rowerze, ale też na siłowni. dyspozycja dnia – zmęczenie pracą, sytuacja rodzinna, przykre wiadomości, jazda na kacu, miesiączka u kobiet, itp. czyli cała gama okołotreningowych wydarzeń związanych z naszą wydolnością i samopoczuciem. Pomoże plan treningowy i przyjazny kompan, który wesprze i wyciągnie na rower. towarzystwo – czyli jazda w grupie. To zdecydowanie atut utrzymywania wysokich prędkości. Osłaniamy się od wiatru, trzymamy koło, mobilizujemy się nawzajem. Pomogą ustawki kolarskie czy jazda z lepszym partnerem. choroba – a raczej przeziębienie czyli kaszel, katar, podwyższona temperatura, która najbardziej śmiałych kolarzy nie zniechęci do jazdy na rowerze. Zdarza się, że jeździmy także z niedoleczonymi kontuzjami. Pomoże trochę zdrowego rozsądku. przetrenowanie – ciężkie treningi i systematyczny udział w zawodach rowerowych znacznie wpływa na wydolność organizmu, jego regenerację, a co za tym idzie na wydajność jazdy. Pomoże kilka dni odpoczynku, relaks i zabiegi regeneracyjne. waga – im mniejsza – tym lepsza, szczególnie ma to znaczenie na podjazdach. Oczywiście najważniejszy jest stosunek masy do generowanej mocy, ale wiadomo, że na podjeździe wycieniowany kolarz minie Cię jak Pendolino mija pociąg Przewozów Regionalnych. Pomoże pozbycie się zbędnego balastu. rower – możemy odchudzić nie tylko siebie, ale też rower. Obecne rowery wykonane z karbonu są tak lekkie, że nie ma już z czego zrzucać. Ważne jest też odpowiednie dopasowanie roweru do swojej sylwetki. Pomoże zmiana roweru na lżejszy model oraz bike fitting. jedzenie – i mowa tu nie tylko o spożywaniu go w nadmiarze, ale też o zbyt małej ilości jedzenia. Bo na owsiance i bananie daleko nie zajedziemy. Pomoże dobrze zbilansowana dieta, planowanie posiłków, odpowiednie nawodnienie, a w trakcie jazdy uzupełnianie energii za pomocą np. żeli. Jak jeździć szybciej? Aby jeździć szybciej i mocniej trzeba dobrze przygotować bazę tlenową i siłową. Gdy dołączymy do tego powtarzalność i ciężką pacę to efekt będzie murowany. Ale nie jest to takie proste. W zależności od naszych predyspozycji i samozaparcia, na te efekty trzeba będzie czekać latami. Pytanie tylko, czy będzie nam się jeszcze chciało? Warto zatem zacząć od podstaw. Siła – czyli budowanie wytrzymałości mięśniowej. Głównie przez okres zimowy warto regularnie ćwiczyć na sali (raz-dwa razy w tygodniu) i rozwijać dolne partie ciała, skupić się na wzmocnieniu korpusu, barków, ćwiczeniach mięśni głębokich. Można dodać do tego ćwiczenia cardio i ogólnorozwojowe. Osobiście ćwiczyłam w zimie z piłkami, aby poprawić nieco koordynację ruchową. Tak dobrze przygotowane mięśnie zareagują na każdej górce. Podjazdy – jesteś tak silny, jak twój najsłabszy punkt. Więc gdy grupa odjeżdża Ci na podjazdach to znak, że … musisz je pokochać! Wybierz sobie najgorszą górkę w swoim mieście i zacznij się z nią zaprzyjaźniać. Wałkuj ją kilka razy w tygodniu, wspinaj się na te 5-8 procent, ćwicz najpierw przez pół godziny wjeżdżając 2-3 razy, a następnie zwiększaj ilość i tempo. W ten sposób poprawisz nie tylko siłę mięśni, technikę i zbudujesz bazę tlenową, ale też wzmocnisz się mentalnie. Interwały – czyli przysłowiowe wypruwanie flaków. Nie zdziw się, jak po takiej sesji będziesz chciał wymiotować! Ja nazywam je tabatą na rowerze czyli przeplataniem wysokiej intensywności z niską w tzw. interwałach czasowych. Im intensywność wysiłku będzie większa, tym jego czas powinien być krótszy, a dłuższy odpoczynek. Tutaj warto znać swój HRmax czyli maksymalną wartość tętna i strefy tlenowe. Dobrze sprawdzi się również miernik mocy. Trzeba pamiętać, że takie ćwiczenia mają swoje fazy: rozgrzewka (luźne, spokojne tempo), część zasadnicza oraz odpoczynek (uspokojenie pracy serca). Jak ćwiczyć? Np. 6-8 interwałów (bardzo szybkie tempo) przez minutę i minuta odpoczynku. Ja wolę 30/20 czyli 30 sekund jazdy na maxa i 20 sek. odpoczynku w cyklu 8 powtórzeń. Taki trening powinien trwać ok. 15-20 min. Uwierzcie mi, że po takiej jeździe już ma się dość! Długie dystanse – od czasu do czasu wybierzmy się na dłuższą jazdę czyli taką w granicach 100 km i więcej. Oczywiście do tego należy odpowiednio się przygotować – nawodnić organizm, dobrze odżywić, zaplanować czas i tempo, a podczas samej jazdy dobrze rozłożyć siły. Powinniśmy jechać w 2 i 3 strefie aerobowej, bez szarpnięć i maksymalnych przyspieszeń. Zbudujemy w ten sposób bazę tlenową i zaadoptujemy mięśnie i ciało do dłuższego wysiłku fizycznego. Technika – poprawienie techniki jazdy, pozycja aerodynamiczna, wejścia w zakręt, jazda na stojąco, pokonywanie podjazdów i zjazdów – to wszystko wpływa na prędkość jazdy. Wiadomo, że największe prędkości rozwiniemy na zjazdach i na płaskich trasach, układając ciało w niską pozycję czyli jadąc na dolnym chwycie kierownicy. Im bardziej aerodynamiczna i opływowa pozycja, tym mniejszy opór powietrza, a co za tym idzie lepsza czasówka. Szybka jazda wymaga techniki, którą częściowo możemy zaczerpnąć z jazdy na rowerze MTB. Podjazdy, zjazdy i zakręty są wprawdzie wolniejsze niż na szosie, ale zasada działania jest niemal identyczna. Przed podjazdem pamiętajmy, aby spróbować szybko ocenić jego poziom nachylenia i długość, a na samej górce dobrze operować przerzutkami i rozłożyć siły zostawiając ich trochę na końcówkę, którą można pojechać na stojąco. Zjazdy pokonujemy płynnie, trzymając stopy w poziomie, z lekko uniesioną pupą, ugiętymi rękoma i nogami. Palce koniecznie na klamkach hamulcowych! Możemy kręcić korbą, aby nie dopuścić do schłodzenia mięśni. Jeśli chodzi o zakręty to trzeba zahamować zawsze przed wejściem w zakręt, a nie trakcie. Wiem, że traci się wtedy prędkość, ale dzięki temu unikniemy poślizgu. Kolarze mogą poczuć się jak żużlowcy Falubazu w swoich najlepszych latach i złożyć się do zakrętu pochylając się do jego środka i wystawiając kolano do wnętrza. Awaryjnie możemy wypiąć wewnętrzną nogę z bloków. Upraszczając – nie jest ważne z jaką prędkością wchodzisz w zakręt. Ważne jest z jaką prędkością z niego wychodzisz. Szybciej! Mocniej! Więcej! Brzmi jak slogan ze spotu reklamowego, choć niektórzy kolarze-amatorzy wyznają właśnie taką zasadę. Nie mam nic przeciwko szybkiej, a nawet bardzo szybkiej jeździe na rowerze i zazdrością patrzę na wyniki swoich kolegów, którzy na dystansie 80 km osiągają średnią prędkość 35 km/h! Wciąż nie wiem, jak oni to robią… Najważniejsze jednak, aby nie patrzeć ślepo na PR-y, KOM-y, QOM-y, ściganie się na segmentach czy inne rywalizacje. One mają motywować i monitorować nasze wyniki, ale nie zapominajmy o radości z jazdy. Bo szybciej nie zawsze znaczy lepiej. *Czy wiecie jaką największą prędkość osiągnął człowiek pedałując na rowerze? To 268 km/h! To nie pomyłka. Dokonał tego w 1995 roku w Utah w USA Holender Fred Rompelberg jadąc za specjalnym samochodem, który zapewniał mu osłonę aerodynamiczną. Wyobraź sobie, że wsiadasz na rower, który dzięki wykorzystaniu mocy silnika pozwala na przyjemną podróż i szybkie dotarcie do celu bez dużej zadyszki. To jedna z zalet rowerów elektrycznych, które rewolucjonizują podejście do jazdy na rowerze. Szukając dla siebie idealnego roweru elektrycznego trzeba pamiętać, że są to maszyny objęte przepisami polskiego Kodeksu Ruchu Drogowego. Ograniczają one między innymi moc silnika, a także prędkość poruszania się na rowerze elektrycznym. Czym jest rower elektryczny? Rower z napędem elektrycznym to nowoczesna alternatywa dla tradycyjnych rowerów. Są to modele wyposażone w silniki, które wspomagają pedałowanie. Dzięki temu rowerzysta używa mniej siły, wolniej się męczy i szybciej dociera do celu. Rowery elektryczne to idealne rozwiązanie zarówno dla osób, które szukają sprawnego środka transportu do jazdy po mieście, jak i dla osób, które lubią rowerowe wycieczki za miasto i ruch na świeżym powietrzu. Jak szybko jeździ rower elektryczny? E-bike to rower, który jest naprawdę szybki. Aby ograniczyć ryzyko wypadków wprowadzono regulacje prawne, które określają, że maksymalna prędkość roweru elektrycznego nie może przekraczać 25 km/h. Trzeba pamiętać, że przy tym rower elektryczny zachowuje wszystkie swoje zalety związane z tradycyjną jazdą na rowerze, a także z jego gabarytami. Oznacza to, że rower elektryczny jest nie tylko szybki, ale też zwinny i mobilny. GHOST Hybride ASX Base 625 2021 Rower elektryczny - przepisy Obowiązująca definicja roweru określa, że jest to pojazd o szerokości, która nie przekracza 0,9 m, poruszany siłą mięśni. Przepisy dookreślają też, że rower może być wyposażony w napęd elektryczny. Warunkiem jest jednak to, że moc nie może być większa niż 250W, a napięcie nie większe niż 48V. Co więcej, trzeba wiedzieć, że aby e-bike mógł być traktowany na równi z tradycyjnym rowerem, powinien być jedynie wspomagany silnikiem, ale napędzany przez ruchy pedałów. W tym celu stosuje się specjalne blokady. Jeśli to silnik jest głównym powodem pracy roweru i poruszania się, to staje się motorowerem i trzeba go zarejestrować. Czy można samodzielnie zdjąć blokadę prędkości w rowerze elektrycznym? Usunięcie blokady w rowerze elektrycznym jest możliwe. Może się jednak zakończyć ukaraniem przez służby mundurowe. Policjanci nie mogą sprawdzić maksymalnej mocy, jaką osiąga rower elektryczny bez udziału rzeczoznawcy. Poruszanie się na rowerze z prędkością większą niż 25 km/h przy braku udziału mięśni nóg jednak łatwo zaobserwować. Taki tuning może skutkować mandatem za przekroczenie prędkości. Gdzie można jeździć rowerem elektrycznym? E-bike to współczesna odpowiedź na potrzeby wielu osób. Dzięki wspomaganiu silnikiem jazda na rowerze mniej męczy, co sprawia, że dojazd na rowerze nie musi wiązać się z koniecznością przebierania się np. w pracy w inne ubrania. Co więcej, jadąc na rowerze można ominąć korki, a także zatłoczone środki komunikacji miejskiej. Niewielkie gabaryty sprawiają, że można nimi wjechać praktycznie wszędzie i nie ma problemu z szukaniem miejsca parkingowego. E-bike przewyższa też zalety jazdy na motocyklu lub skuterze, ponieważ poruszając się na rowerze elektrycznym można jechać ulicą, ale też chodnikiem, drogami gruntowymi oraz oczywiście ścieżkami rowerowymi. HAIBIKE HardNine 4 400 2021 Dla kogo polecamy e-bike? Obecnie nie są wprowadzone żadne regulacje, które prawnie zakazują poruszania się rowerami elektrycznymi określonym osobom. Oznacza to, że e-bike to rower dla każdego. Do jazdy na rowerze z napędem silnikowym nie wymaga się dodatkowych uprawnień. Konieczna jest jedynie umiejętność jazdy na rowerze. Przeszkodą w jeździe po mieście może okazać się jednak wiek. Zgodnie z przepisami ruchu drogowego, jazda na rowerze po drogach publicznych podlega karze, jeśli osoba przed ukończeniem 18 roku życia porusza się po drodze bez posiadania karty rowerowej lub prawa jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T. Pisałem ostatnio o tym, że coraz rzadziej poruszam się samochodem – szczególnie w mieście. Od kilku ładnych lat mam skuter, ostatnio na krótkie dystanse wybieram hulajnogę, a gdy łączę ją z komunikacją miejską, mój zasięg znacznie wzrasta. Jest jednak jeszcze jeden, dość powszechny środek transportu, który plasuje się gdzieś między skuterem, a hulajnogą. To oczywiście rower. Warto o nim wspomnieć podczas trwającego właśnie Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. O samym ETZT przeczytacie tu: oraz tu Na rowerze jeżdżę od wieków, za dzieciaka zrobiłem nawet Kartę Rowerową. Poruszałem się dwoma kultowymi modelami – miałem Wigry 3, miałem Jubilata. Oba niestety zostały skradzione, co przerwało na trochę moją pasję. Pasja odrodziła się nieco po dostaniu na 25 urodziny “górala”, ale na prawdę odżyła rok temu, gdy stałem się posiadaczem kolarzówki. Była wczesna wiosna, słońce zaczynało smażyć coraz mocniej, postanowiłem więc pojeździć nieco tym środkiem transportu i zobaczyć co z opowieści rowerzystów, pieszych i kierowców jest prawdą, a co nie. Bo to, że te trzy “nacje” ścierają się ze sobą wiadomo nie od dziś, a internet jest pełen wszelkiego rodzaju dyskusji. Dyskusji, jak to w internecie bywa, pełnych wyzwisk i uproszczeń, pozbawionych natomiast empatii. Postanowiłem więc podejść do tematu jako kierowca, pieszy i rowerzysta. Kali* jeździć Ale zanim przejdę dalej, słówko o “kaliniźmie”. Czyli o tym jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I o tym jak mnie wolno coś, czego nie wolno komuś innemu. Każdy z nas na to cierpi, w mniejszym lub większym stopniu. Ja też przyznam się, że jako pieszy straszliwie denerwuję się na samochody, a jako kierowca wolałbym czasem, by pieszych nie było. Jako rowerzysta psioczę na kierowców, jako kierowca czasem jestem zły, że muszę się za jakimś rowerzystą ciągnąć. Ale warto wtedy pomyśleć o dwóch rzeczach. Pierwsza – świat nie kręci się wokół twojego tyłka. Serio. Jeśli rodzice tego niektórym nie uświadomili, to warto sobie to uświadomić samemu. Żyjemy na tym świecie razem, co więcej, czasem zmieniamy te środki lokomocji i naprawdę na się żyć razem. Druga – wśród każdej grupy zdarzają się chamy i egocentrycy. Jako kierowca uważam tak o części kierowców, jako rowerzysta – o części rowerzystów. I tak dalej. Nie ma co utożsamiać tego z konkretnym sposobem poruszania się po mieście. Taka osoba zazwyczaj będzie zachowywać się w dany sposób niezależnie od tego, czy jedzie samochodem, rowerem, robi zakupy, czy realizuje projekt w pracy. (*nie muszę chyba tłumaczyć skąd to?) Po co rower? Rower to oczywiście zdrowy środek transportu. To sposób, by przemieszczać się i ćwiczyć jednocześnie. Oczywiście wszystko zależy od tego jak duże dystanse pokonujemy i w jakim tempie się poruszamy, ale praktycznie zawsze przejechanie dowolnego odcinka będzie zdrowsze od przejechania tego samego odcinka samochodem. Rower to też szybsze poruszanie się w korkach, szczególnie jeśli mamy do dyspozycji ścieżki rowerowe. Rower to wreszcie większy fun z jazdy, chyba, że ulice sa akurat puste, a my mamy do dyspozycji Ferrari. Ale w mieście i tak nie powinniśmy zbytnio szaleć :) Rower w komunikacji miejskiej Rower oczywiście możemy przewozić zbiorkomem, ale tu sprawa nie jest tak prosta jak w przypadku hulajnogi. Zawsze śmieszyły mnie nieco przepisy różnicujące przewóz rowerów od przewózu czegokolwiek innego – kiedy “zaczyna się” rower? Czy po demontażu koła to dalej rower, czy bagaż? A dwóch kół? :) Tak czy inaczej w wielu środkach komunikacji miejskiej przewóz rowerów jest warunkowy – o ile nie przeszkadza to innym. No dobra, a co z podróżnymi z dużymi walizkami? :) Dlatego też, gdy mam do przejechania większość dystansu autobusem, czy metrem, a tylko mały kawałek na kółkach – wybieram hulajnogę, bo z nią poręczniej. Jeśli mam jechać dalej lub mam dotrzeć gdzieś szybciej – oczywiście rower. Zdrowie i… smród :) Ale muszę wspomnieć o jednej niby dość oczywistej rzeczy, jeśli chodzi o jeżdżenie rowerem na dłuższe dystanse. Rowerzyści w lecie dzielą się na dwie grupy. Tych, którzy śmierdzą i tych, którzy nie czują, że śmierdzą ;) Mówię oczywiście o przejechaniu dłuższej trasy w słońcu – warto ogarnąć, czy w pracy albo innym miejscu do którego jedziemy jest prysznic. Tak robi większość znanych mi, jeżdżących do pracy rowerzystów, ale znam niechlubne wyjątki. Oczywiście nie każdy śmierdzi jak świnia, da się powolutku i z godnością poruszać się miejskim rowerem bez specjalnego uruchamiania gruczołów potnych, ale warto mieć ciągle z tyłu głowy, że to jednak często spory wysiłek fizyczny. Rowerowe utopie Zanim jednak zostanę wyzwany od lewackich cyklistów (i wegetarian!), muszę jasno powiedzieć jedną rzecz – to nie jest tak, że jestem za całkowitym usunięciem samochodów z miast. A przynajmniej za zastąpieniem ich rowerami. Jestem ojcem trójki dzieci, zdaję sobie sprawę w jakim klimacie żyjemy i wiem, że to może nie tyle niemożliwe ile cholernie trudne. W dyskusjach okołorowerowych często biorą udział ludzie bezdzietni, mieszkający gdzieś w okolicach centrum, dla których Warszawa – jak to kiedyś pięknie napisano o pewnej kandydatce na “prezydentę” Warszawy – zaczyna się na Muranowie, a kończy na Placu Zbawiciela ;) Nie, to nie takie proste. To jak widzę ruch w mieście zasługuje na osobny tekst, natomiast nadmienię tylko, że porównywanie dużych miast takich jak Warszawa do małych miasteczek w których nie ma zupełnie samochodów uważam na hipsterskie fantazje. Nie wyobrażam sobie jazdy z trójką dzieciaków na rowerze, do Piaseczna. W środku zimy. Do lekarza. To po prostu niemożliwe. Jechanie tam z nimi autobusem tez jest możliwe, ale o wiele trudniejsze. Wiem, że są takie rodziny i chwała im za to, ale nie oszukujmy się, nie zawsze można i nie zawsze chce się dokonywać takich poświęceń jeśli nie trzeba. Szczególnie jeśli na dworzu jest -10 :) Dlatego choć uważam, że szczególnie centra miast powinny być bardziej przyjazne rowerzystom, a mniej samochodom, o tyle koniecznością są drogi tranzytowe przez miasto oraz oczywiście o wiele bardziej przyjazna komunikacja zbiorowa. Chamstwo kierowców i bezpieczeństwo rowerzystów No dobra, ale jak jeździ mi się rowerem w praktyce? Prawdę mówiąc całkiem dobrze. Może mam szczęście, a może po prostu zachowuję nieco pokory, nawet wtedy gdy mam rację? Jako rowerzysta i tak przegram z samochodem – tu nie ma wygranej. Ale o tym później. Tak, oczywiście było ileś sytuacji krytycznych, ale prawdę mówiąc myślałem, że będzie ich więcej. Nie zaobserwowałem ich też aż tak dużo podczas jazdy skuterem. Tak, w porównaniu do jazdy samochodem skupiam się sto razy bardziej. To nie znaczy, że samochodem jadę na pamięć, ale sama świadomość, że jestem dość kruchym celem, oraz, że kierowcy niestety nie ogarniają zbyt dobrze kodeksu, powoduje, że wytężam zmysły jeszcze bardziej. Najczęstsze przypadki, to oczywiście zbyt bliskie wyprzedzanie, to bywa dość niebezpieczne. Jest jeszcze kilka innych spraw, ale przez dwa lata nie miałem w sumie ani jednej krytycznej sytuacji. Na pewno takiej, która spowodowałaby, że zacząłbym jeździć chodnikiem. No właśnie, czas na najbardziej drażliwy temat. Cholerny chodnik Tak, jeżdżę ulicą. Nadal. Owszem, zrozumiałem dlaczego niektórzy wybierają chodnik, ale staram się tego nie robić. Czasem robię wyjątki (o tym za chwilkę), ale z założenia jeżdżę ulicą. Znam przepisy, wiem kiedy mogę legalnie wjechać na chodnik. I nie tłumaczę tego tym, że na ulicy jest niebezpiecznie. Jazda skuterem po ulicy też jest dość niebezpieczna, czy jako skuterzysta mogę więc korzystać ze ścieżki rowerowej? :) “5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jednośladowym jest dozwolone wyjątkowo, gdy: 1 opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem 2 szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów 3 warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6.” Jazda ulicą jest trudniejsza. Po prostu. Musisz po pierwsze w ogóle ZNAĆ kodeks ruchu drogowego, co samo w sobie nie jest spełniane przez tak wielu rowerzystów. Po drugie musisz być skupiony i uważać. Cholernie uważać. Oczywiście łatwiej jest włożyć do uszu słuchawki i sunąć chodnikiem, wtedy zazwyczaj możemy być totalnie wyczillowani. Ale przepisy tego zabraniają, poza określonymi wyjątkami. Tak, zdarza mi się to. Zazwyczaj wtedy, gdy mam do czynienia z kolejną fantazją budujących ścieżki rowerowe i po raz dziesiąty w ciągu jednej minuty muszę przejechać przez kawałek chodnika. Tak, ta fantazja nie ma granic i czasem – przyznaję – nie wytrzymuję, bo to jak jeden wielki stosunek przerywany. Natomiast gdy widzę pustą, zupełnie pustą drogę osiedlową (30 km/h) i ludzi jadących chodnikiem, w dodatku dzwoniących na pieszych (z drogi śledzie, bo pan jedzie!) to krew mnie zalewa. I tak, choć zazwyczaj tłumaczenie brzmi “bo tak bezpieczniej” to wiem, że to zazwyczaj z lenistwa i chęci uniknięcia skupienia na ruchu drogowym. Sorry, taka rzeczywistość. A już kompletnym osłupieniem napełnia mnie widok sunącego po osiedlowych chodniku gościa odzianego od stóp do głów w obcisłe lycry. Serio, nie wstyd? Taki sportowiec bojący się pustej uliczki? Przejście dla pieszych Drugi nagminny grzech rowerzystów wiążący się z poprzednim to oczywiście przejeżdżanie na przejściach dla pieszych. I znowu – nie, przepisy mówią jasno, że masz zsiąść z roweru. Wiem, nie chce się. Wiem, tak łatwiej. Sam z tym walczę. I o ile nie jest to środek nocy i kompletnie pusta okolica, to nigdy tego nie robię. Oh wait… jak miałbym to zrobić? Żeby to zrobić zazwyczaj musisz być najpierw na chodniku. A przecież w większości przypadków nie powinno cię tam być. Czasem to wręcz całe stada rowerzystów wjeżdżające na “urraaaa!” na przejście. Szczególnie takich na rowerach miejskich. Może przegapiłem ten przepis, ale je też obowiązuje to samo prawo :) To nie jest głupi przepis. Kierowcy często nie spodziewają się na przejściu kogoś jadącego z taką prędkością. Wiem, jako kierowca, że to spory problem. Chociaż z drugiej strony podobnie jest na przejadach, a tam rowerzysta ma prawo wjechać… Przejazdy rowerowe Tych najbardziej boję się jako kierowca. Dlatego, że często usytuowane są tak, że naprawde ciężko dojrzeć cokolwiek przez okno skręcającego samochodu. Wykonuję naprawde karkołomny ruch głową, by sprawdzić, czy rozpędzony rowerzysta nie wjedzie mi pod koła. Nie zrozum mnie źle, wiem, że ma pierwszeństwo. Chodzi o to, że gdy jedzie na oślep 30 km/h ja naprawdę mogę go nie zauważyć, gdy odwrócę głowę, wcisnę gaz i wjadę na skrzyżowanie. Wiem, że będzie mooja wina. A kto będzie ranny? To zawsze podnosi ciśnienie części rowerzystów, ale ja jako rowerzysta zawsze zwalniam i stosuję zasade ograniczonego zaufania. Zresztą robię to tak samo wjeżdżając samochodem na rondo pełne Tirów. Co z tego, że mam pierwszeństwo, skoro zostanę zmiażdżony? To nie jest gra planszowa, to kwestia życia i śmierci. Więc kierowco – mocny obrót głowy i dokładne sprawdzenie czy na pewno nikt nie jedzie. Rowerzysto – nie baw się w testowanie maksymalnej prędkości w takiej sytuacji. Nie mówię o zatrzymywaniu się, ja zwalniam i staram się nawiązać kontakt wzrokowy z kierowcą, wtedy jestem pewien, że mnie widzi. Poszukiwania ścieżki Kiedy zaczynałem w zeszłym roku moją rowerową przygodę, myślałem, że najtrudniejszym elementem tej całej zabawy będzie przepędzanie pieszych ze ścieżek. I choć to też bywa upierdliwe, okazało się, że wcale to nie jest najgorsze. Najtrudniejsze jest poszukiwanie ścieżki! Przepisy mówią wyraźnie – jeśli jest ścieżka, musisz z niej korzystać. Kropka. Nie jedziesz ulicą, a już na pewno chodnikiem. Jedziesz ścieżką. I to w sumie jest nawet logiczne. Problem polega na tym, że musisz tę ścieżkę dojrzeć. A to już nie takie proste. Podróż przez Warszawę to co chwilę przerywane ścieżki, które czasem kończą się gwałtownie niczym peron 9 i 3/4. I co wtedy? Zjazd na ulicę. Oczywiście po sprawdzeniu ograniczenia prędkości na tejże. Bo być może musimy wjechać na chodnik? Jedziemy chodnikiem i wypatrujemy czy nie zmienił się znak na drodze. Co może być trudne, gdy chodnik jest nieco oddalony. Albo czy gdzieś nie zaczęła się ścieżka. Która być może skręca nie tam gdzie chcemy jechać. A więc kolejna zmiana. Serio, to doprowadza do szewskiej pasji i czasami kompletnie pozbawia przyjemności z jazdy lub zmusza do łamania prawda. Dlatego o ile, jak już pisałem, jestem zły na rowerzystów ewidentnie łamiących przepisy, o tyle nie jestem tak stanowczy w kadym przypadku, bo wiem, że to po prostu przypomina cholernie skomplikowaną łamigłówkę. Przepisy ruchu drogowego! Pisałem już o tym, że spora część rowerzystów nie stosuje się do przepisów, o ile w ogóle je zna. Niestety problem polega na tym, że kierowcy też niekoniecznie je znają. A już na pewno nie znają tych, które zmieniły się niedawno. Czyli nawet 10 lat temu :> Rowerzysta od pięciu lat nie musi jechać z prawej strony jezdni (ale musi to być czymś uzasadnione), dwóch rowerzystów może jechać obok siebie (ale nie mogę utrudniać ruchu innym, czyli powinni zjechać gdy ktoś chce ich wyprzedzić). Ale najważniejszy punkt to ten, mówiący o tym, że jeśli skręcasz w prawo, a z prawej strony wyprzedza cię rowerzysta, to on ma pierwszeństwo! Art. 27 ust. 1a: “Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić.” Rower nie dość, że może wyprzedzać samochód z prawej strony, to ma pierwszeństwo, jeśli ten chce zajechać mu drogę! Ale brak znajomości przepisów wśród kierowców to duży problem wykraczający poza same kwestie rowerowe. Nie bądź żulem na dwóch kółkach! I na koniec – pamiętaj, że nie wolno ci wsiadać na rower po większej ilości alkoholu. Jeśli jedziesz w stanie po spożyciu alkoholu (od 0,2 do 0,5 promila alkoholu we krwi) zostaniesz ukarany mandatem w wysokości od 300 do 500 zł. A rowerzyści w stanie nietrzeźwości – powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi – w takiej samej sytuacji zostaną ukarani mandatem w wysokości 500 zł. Ja nie polecam w ogóle jeżdżenia po browarze, szczególnie jeśli masz jechać drogą, a nie ścieżką. Po prostu refleks nie ten, a na rowerze masz dużo więcej do stracenia. Mimo wszystko jeździj! Ale się rozpisałem! Mogłoby się wydawać, że za dużo tych obostrzeń i nie ma sensu wsiadać na rower. Nic bardziej mylnego, to świetny środek transportu. Jednak wymagający od kierującego o wiele więcej uwagi i rozwagi niż w przypadku jazdy autobusem, czy wesołego hopsania hulajnogą. Warto o tym pamiętać. Warto też pamiętać o tym, że rowerzysta nie jest wrogiem kierowcy. To nie arena, to nie walka. Więcej rowerzystów to więcej miejsca dla ciebie i mniejsze korki. O ile wszyscy poruszamy się zgodnie z przepisami i wykazujemy pewną dozą empatii, zrozumienia i kultury. Skoro w innych krajach się udaje to i u nas się uda! Szerokiej drogi! Błyskawicznie i w tempie spacerowym. W ochraniaczach i w sukience. Z dzieckiem w przyczepce, z psem u boku i z laptopem w plecaku. Na szosówce i na holenderce. Dla niektórych sezon rowerowy nigdy się nie kończy. Opublikowano: 4 Października 2019 Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 19 minut! Jedni zamieniają samochód na dwa koła, inni są sezonowymi uczestnikami rowerowego ruchu drogowego. To, jak poruszamy się po mieście, zależy od potrzeb i poczucia bezpieczeństwa. Zaglądamy do znajomych rowerzystów, by sprawdzić, jak minął im kolejny sezon na jednośladzie. Joanna Jezierska: Apetyt rośnie w miarę jeżdżenia Po Warszawie, Polsce, europejskich i światowych metropoliach porusza się na swojej czarnej strzale. Miłość do szosy ewoluowała wraz z kolejnymi rowerami. Pelikan, Wigry, Jubilat, BMX i „góral”. Po kradzieży ostatniego z nich do Asi trafił rower z rodzinnego recyklingu – oldschoolowa kolarka włoskiej marki Bianchi. Lekkość i zwrotność, którą odkryła dzięki reliktowi z piwnicy, sprawiły, że przepadła. Od wkręcenia się w środowisko ostrokołowców, podziwiania legend kolarstwa i manufaktur rowerowych było bardzo blisko do złożenia własnego roweru. – Chciałam mieć rower lekki, zwrotny, prosty w formie, taki, który sama będę mogła rozłożyć na części i w razie usterki naprawić – opowiada. To na nim porusza się już od 13 lat, a zmiana roweru zbiegła się z przeprowadzką do ścisłego centrum miasta. Jak jeździ się zimą na dwóch kółkach, na co zwrócić uwagę, czy warto kupić opony z kolcami i jak się ubrać aby było komfortowo. To wszystko we wpisie. To wpis dla całkiem normalnych ludzi, wcale nie dla sportowców, ale każdego. To nasza kolejna zima na rowerach, jeździmy całą rodziną. Do szkoły, do biura, na zakupy. Rower traktujemy jako przyjemność, ale też środek transportu. Kilka miesięcy temu sprzedaliśmy samochód osobowy, bo nie korzystaliśmy z niego odkąd przesiedliśmy się na rowery. Ten wpis nie jest dla typowych zapaleńców rowerowych jeżdżacych w typowo rowerowych ciuchach. Wybaczcie 🙂 Chciałabym aby był dla zwykłych ludzi (może staną się zapaleńcami), którzy chcieliby jeździć na rowerze. Bez wzlędu na powód (eko, zdrowszy styl życia, wygoda, ograniczenie jazdy autem itd.). Zima w lesieGdzieś w drodze ze szkołyNiekonieczni zapatrujce się na moje kiecki zimą 🙂 Co jest najważniejsze? Opony Oświetlenie, kamizelka odblaskowaUbiór Coś do jedzenia (gdy jedziesz dalej) To w skrócie, a poniżej, we wpisie, wszystko co musisz wiedzieć. Nagrałam też krótki film, aczkolwiek na początku jest słabszy dźwięk. Niemniej opowiadam w nim dużo tego co w niniejszym wpisie. Jeśli wlisz słuchać to polecam 🙂 Jak się jeździ zimą na rowerze Bywa zima i zima. W ubiegłym roku było zaledwie kilka dni ze śniegiem i mrozem, w tym roku tego śniegu jest dużo, a niekiedy jest napawdę zimno. Zatem czasem zimą będzie się jeździć tak samo dobrze jak jesienią. Skupię się na lodzie i śniegu. Podczas jazdy zimą najważniejsze są opony. Warto wybrać terenowe, o tym niżej. Ale opony to jedna rzecz, o której warto pamiętać. Poza tym jazdę po śniegu można przyrównać do jazdy po piachu, błocie lub nierównym terenie (w zależności od stopnia zmrożenia). Zazwyczaj trzeba badziej balansować ciałem, częściej wrzuca się niższy numer przerzutki. Jest większy opór i jeździ się wolniej. Za to taka jazda jest niesamowicie przyjmna. Biały las, cisza – bywa naprawdę pięknie! Jeśli tylko możemy to wybieramy drogę przez las, bo chociaż bywa bardziej wymagająca niż po asfalcie, to daje więcej przyjemności. Nie będę Cię jednak oszukiwać, dzieci czasem jęczą, że czują mięśnie ud, szczególnie na takim świeżym śniegu. Ogólnie jednak to dzieci są dzielniejsze, potrafią bardziej szarżować, wygłupiać się na białym puchu 😉 Jak już wspomniałam o odczuciach to zdecydowanie bardziej czuć pracę nóg, szczególnie ud, czuć też pracę rąk, barków. Trzeba mocniej balansowasć ciałem. W tym roku miasto Warszawa zrezygnowało z odsnieżania ścieżek rowerowych. Akurat pechowo w taką zimę, gdy tego śniegu jest bardzo dużo. U nas odśnieżony jest jeden pas pieszy bądź pieszo-rowerowy (bo czasem idzie po chodniku, czasem po trasie ścieżki, taki lekki chaos). My korzystamy z możliwości jazdy rowerem po chodniku. Możemy to robić jako opiekunowie dzieci do lat 10, które jadą na rowerach. Druga możliwość by skorzystać z takiej opcji to złe warunki pogodowe. Zatem zimą, szczególnie, że te odśnieżone chodniki bywają puste, to korzystamy z tej opcji. A co jeśli nie ma ścieżki, chodnika? Jazda ulicą zimą jest możliwa, gorzej jeśli jest slisko, gołoledź, mnóstwo śniegu na poboczu (porzuconego przez pługi). Tutaj już musicie sami ocenić, ale nie narażajcie nigdy swojego bezpieczeństwa. Niestety kultura jazdy w Polsce jest niska, rowerzyści traktowani są raczej jak intruzi i daleko nam do tego co widać na ulicach Kopenhagi. Swoją drogą bardzo polecam takie filmy „winter Kopenhaga” ilość rowerów, które tam są, jest naprawdę ogromna. Kiedy odpuścić? Najgorszy w jeździe rowerem wcale nie jest śnieg czy deszcz, ale wiatr. Gdy jest wilgotno, w dodatku wieje wiatr, to odczuwalna temperatura jest znacznie niższa. Gdy wieje powyżej 30-35 km/h jeździ się kiepsko, a zimą lepiej odpuścić, a przynajmniej liczyć się z tym, że będzie trudno. Czy zawsze się da? Były dwa takie dni w tym roku, gdy było trudno. Wyjechałam na rowerze i po prostu po jakimś kilometrze przypięłam go i poszłam piechotą te kilka km do szkoły. Śnieg sypał i było go dużo, ciężarówki miały problem na wiadukcie, a pługi nie wyjechały. Wszędzie były korki, chodniki pełne puchu takiego sypkiego i to był ten raz gdy było to trochę bez sensu. Drugi raz było lodowisko. Jechaliśmy ale to był bardziej ślizg niż jazda. Poza tymi sytuacjami jedzie się lepiej, szybciej rowerem niż idzie piechotą czy ciśnie w komunikacji miejskiej. Zimą są takie dni, gdy jest -20C i świeci słońce albo po prostu jest mroźno, ale zupełnie to nie Cię nie ruszy. A bywa, że jest tylko -5C, ale jest tak wielka wilgotność powietrza, mgła, że masz wrażenie, że jest o wiele chłodniej. Każdy postój robi mniej komfortowy (np. czekanie na dzieci pod szkołą te 20 minut w takie dni bywa mniej przyjemne). Ogólnie jednak jazda zimą jest bardzo ciekawa. My używamy rowerów głównie użytkowo, mniej na wycieczki w takie dni. Ale jak już robimy zimowe wyprawy to jest cudownie. Czasem na różnych grupach widzę zimowe wyprawy po naprawdę zaśnieżonych lasach – wygląda to obłędnie! Starałam się opisać tę jazdę rowerem zimą #bezlukru chociaż prawda jest taka, że uwielbiam nawet gdy bywa trudniej, sprawia mi to niesamowitą przyjemność i zapewnia codzienną porcję ruchu (nam i dzieciom). Gdy bywa zimno to i kurtka cieplejszaPod szkołą, czasem osłaniam część roweruŚniegJakaś wycieczka na sankiCzasem zimą jest tak, a czasem tak. Opony zimowe czy z kolcami? Najważniejsza rzecz to opony. Te oryginalnie zakładane do rowerów trekkingowyh to często łyse placki 🙂 na zimę, ale nawet na jesień, to zdecydowanie za mało! Łatwo wpaść w poślizg. Jakie opony? Do takiej miejskiej jazdy po prostu opony terenowe, mogą być całoroczne, ale z dobrym bieżnikiem. Niektórzy pompują je ciut mniej. Najważniejsze by były szerokie, miały bieżnik. Jeśli macie kilka rowerów to przygotujcie się bo to jednak jest jakiś kozt. Z drugiej strony samochody też muszą mieć zmienione opony na zimę, czyż nie? 🙂 Moim zdaniem terenowe, mocno bieżnikowane opony wystarczą. A co z oponami z kolcami? W tym roku zakupiliśmy takie trochę z ciekawości. Kolce to takie wypustki na oponie, które mają poprawiać przyczepność. W sklepach znajdziecie opony zimowe najczęściej marki Schwalbe i Continental. Są różne. Mają więcej i mniej tych wypustek (nie zawsze więcej znaczy lepiej!). Jeśli nie masz pewności czy są Ci potrzebne to… najpewniej nie są. Dobre są na lodzie, twardym śniegu, ale tak normalnie to nie czuć wielkiej różnicy. Bywa, że droga jest częściowo odśnieżona (np. kawałek jedziesz drogą, ścieżką, lasem) i na tych odcinkach gdzie tego śniegu nie ma, takie opony są głośniejsze, szybciej te kolce też się zużywają. Musisz też pamiętać, że te opony są wzmocnione, mają te wypustki i może się okazać, że trą o błotniki 🙂 u mnie wystarczyło wyjąć podkładki przy mocowaniu błotników, aczkolwiek uczulam i na to. Zdecydowanie lepiej kupić o prostu szerokie, bieżnikowane opony. I spokojnie dadzą radę. Szkoda, że nie ma „opcjonalnych” łańcuchów na koła rowerowe, które sobie zakładasz gdy jedziesz do lasu, a potem ściągasz. To byłoby fajne rozwiązanie. Opony rowerowe na zimęTerenowa klasyczna i z kolcamiKlasyczna i z kolcami (te kolce w śniegu giną, na lodzie spoko) Ubranie Podobno nie ma złej pogody jest tylko złe ubranie. I ja się pod tym podpisuję. Bywały lata, że marzłam. Ba, marzłam jezcze jak jeździłam samochodem. Po prostu ubirałam się niby grubo, ale w ubrania złej jakości. Sweter akrylowy nie grzeje. Zrozumiałam to dopiero gdy w naszym domu zawitała wełna. Wiem, że wielu rowerzystów wybiera koszulki termiczne ze sztucznych włokien. Nie podważam tego. Jednak jedno w nich mi przeszkadza. Zapach 🙂 a raczej smrodek po wysiłku. Gdy jedziemy do szkoły to przecież dzieci nie przebierają się w inne ciuchy, a my w biurze też chcemy czuć się komfortowo. Stąd wełna. Wełna nie łapie zapachów, grzeje, jest włóknem naturalnym i co ważne jest mnóstwo ubrań, które po prostu wyglądają zwyczajnie. W takim sensie, że mogę założyć sweter i spódnicę, tak jechać komfortowo na rowerze, a jednocześnie pójść na spotkanie itd. Polecam na pewno wełnę przy ciele. Czyli aby ta pierwsza warstwa była wełniana, wtedy jest przyjemnie. Najlepsza jest wełna merino, nie grzyie. Jest delikatna. To może być koszulka, top, a w zimniejsze dni dodatkowo merino bokserki. A potem to już ubiór na cebulkę. Na podkoszulek idzie bluzka longsleeve czy t-shirt z wełny merino. Dla dzieci wyszukałam z drugiej ręki mnóstwo bluzek we wzory, więc te bluzeczki są atrakcyjne, a jednocześnie ciepłe. Kolejną warstwą jest sweter z wełny. My akurat mamy takie o sportowym kroju, chociaż ja mam też kilka bardzo kobiecych 🙂 ale najważniejsze ciepłych! W końcu nie marznę. Na to jest warstwą zatrzymująca ciepło czy wiatro i deszczoochronna. Jest to Softshell, a poniżej -10c kurtka zimowa. Jednak w tym Softshellu jeździmy naprawdę długo, bo jednak jeżdżąc na rowerze musisz dodać sobie te 5-10c bo jednak w ruchu jest cieplej! Na dół są zazwyczaj spodnie i dla chłopców często na to spodnie Softshelllowe czy zimowe, ale wynika to również z tego, że są wymagane w szkole gdzie wychodzą na dwór tarzać się w śniegu. Ja mam rajstopy wełniane i zazwyczaj spódnice, bo te uwielbiam (i nic na to nie poradzę). Także jak widzisz to całkiem zwyczajne ubranie, po prostu z dobrych materiałów. Na głowę czapka z wełny, komin z welny (szyja jest ważna), do tego rękawiczki i dobre buty. Jeśli chodzi o rękawiczki to ręce są najbardziej narażone na chłód podczas jazdy. Dobre są wełniane, ale jeśli pada śnieg to łapią wilgoć. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się wybór rękawic zimowych, narciarskich. Są ciepłe, pięciopalczaste. Mieliśmy typowo rowerowe zimowe, ale przy tych wilgotnych -10C trochę zawodziły, szczególnie dzieci. A narciarskie dają rade. Są też specjalne osłonki, takie mufki na kierownicę. Jeśli jeździcie na długie wycieczki to mogą się przydać. Ważne są też buty. Ciepłe, ale na dobrej podeszwie. Tak by nie ślizgały się zarówno na chodniku jak i na pedałach! Oczywiście są pedały z kolcami, Michał na takie sobie zmienił, aczkolwiek nadal przydzadzą się buty, które nie zawiodą Cię gdy z roweru zejdziesz. Ja mam native fitzimmons, to nie są rowerowe buty, ale dobrze się sprawdzają, są szczelne. Dołożyłam do nich wełniana wkładkę bo mogłyby być cieplejsze. To mogą być każde inne buty, w których czujesz się dobrze. Jeśli jedziesz na dalszą wycieczkę to polecam dorzucić do sakwy czy plecaka zapasową parę wełnianych skarpetek. I mój ubiór, znowu spódnica (sorry not sorry) Zimowe wycieczki Zimą fantastycznie jeździć na wyprawy. Co prawda nie są u nas one tak długie jak te letnie, chociażby ze względu na to, że szybciej robi się ciemno. Oczywiście mamy oświetlenie, ale przypominam, że jeździmy z dziećmi więc dla nas to nie jest komfortowe by wracać po nocy, zimą na rowerze. Ale te 20-25 km można spokojnie na luzie zrobić by pojechać na ognisko! Cudownie wspominamy jedna z takich zimowych wycieczek. Zabraliśmy ziemniaki do sakwy, ciepłą zupę w termosy, herbatę i ruszyliśmy na polane gdzie czekały paleniska. Co prawda tego dnia wilgotność była ogromna i rozpalenie ognia zajęło nam sporo czasu, ale radość była ogromna! A potem nikt nie zasnął w drodze powrotnej (jak to bywało gdy jeździliśmy samochodem) tylko wszyscy wróciliśmy na rowerach do domu. Bardzo polecam takie przygody. Wyprawy rowerowe są fantastyczne, można obserwować zimowe życie, wypatrywać śladów zwierząt, delektować się cisza w lesie. Bardzo magiczne. Pamiętajcie tylko by na takie dłuższe wycieczki zabrać ze sobą coś do jedzenia (o tym dalej). Nasze ognisko gdzieś tam jestPrzyczepka z najmłodszm Dzieci, rower zima? W zimowym świecie rowerowym (zresztą ogólnie w wycieczkach rowerowych) najmłodsi użytkownicy bywają pomijani. Kupienie dobrych akcesoriów do dziecięcych rowerów nie jest akie oczywiste. My jeździmy całą rodziną na rowerach kolejny rok, chłopcy jeździli do przedszkola, teraz do szkoły, na rowerach. Teraz mają 8, prawie 7 lat i najmłodszy prawie 2 lata. Najmłodszy podróżuje głównie w przyczepce rowerowej, czasem gdzie przytroczona jest mały rowerek biegowy 🙂 Dzieci są najbardziej podekscytowane jazdą na rowerach, jest to dla nich… naturalne. Gdy spadł śnieg to była totalna ekscytacja! Teraz zdarza im się coś mrukąć gdy w oczy wieje, ale ogólnie chyba są zadowoleni. Pod szkołą prócz ich dwóch rowerów stoją czasem jeszcze 1-2 inne. Przed pandemią bywało ich więcej, teraz to rowery z klas 1-3. Zatem nie tylko my jesteśmy „wariatami” 🙂 Tak naprawdę ich rowery i ubiór są dokładnie tak samo przygotowane jak nasze. Terenowe opony, wygodne i ciepłe ubrania. To też pomaga nam ocenić oczuwanie temperatury jeśli wszyscy mamy dość podobny zestaw. Najmłodszy też ubrany jest identycznie, ale ze względu na to, że głównie siedzi to on ma w przyczepce śpiwór. Mamy śpiwór Lodger, sprawdził się rok temu gdy był maluchem, sprawdza się też teraz. Ciepły, łatwo owinąć, a jednocześnie nie jest totalnie gruby, ani sztywny, więc nie ma problemu by umościć go w przyczepce i dobrze poprowadzić pasy. Planując rowerowe wycieczki z dziećmi oceńcie ich możliwości. Choć dzieciom nie brakuje entuzjacmu to jednak są mniejsi, słabsi. Nie poywajcie się na dalekie eskapady jeśli nie macie doświadczenia. Czasem wystarczy kilka kilometrów by mieć frajdę 🙂 Zadbajcie o jedzenie na wycieczkach! O tym niżej. Za to do szkoły najważniejszy jest ubiór. Nie może być zimno ani gorąco, zatem wszystko to co opisałam wyżej ma zastosowanie przy ich ubieraniu. W drodze chyba ze szkoły Co ze sobą zabrać Jeśli jedziecie na wycieczkę to zadbajcie o jedzenie. Ciepła zupa w termosie, gorąca herbata w termosie, ale też jakiś baton czy inne energetyczna przekąska to moim zdaniem absolutne minimum. My bierzemy zawsze zupę, do tego ciepły napój, a do tego coś słodkiego. Często też coś do ręki, dzieci, szczególnie w wieku nastoletnim (lub blisko tego wieku), zjadają naprawdę sporo. Zatem u nas dania do ręki, dania jednogarnkowe są na wagę złota. Czasem rezerwowo biorę też jakąś słodką bułkę czy ciastka bo lepiej mieć więcej niż za mało. Mnóstwo zimowych przepisów, idealnych na wynos, znajdziesz moimk ebooku „Lunchboksy jesień-zima” tutaj. Bardzo polecam, ogrom pomysłów! Oczywiście ja wiem, że niektórzy biorą po prostu jakiegoś batona. Ale warto zadbać o siebie, nie tylko pośpiech, ale też zdrowie jest ważne. Jestem zwolennikiem dobrze zbilansowanego jedzenia i chociaż jako dietetyk dopuszczam wiele odstępstw, to bardzo namawiam Cię by prócz tego „batona” wziąć ciepłą zupę do termosu czy chociażby herbatę, szczególnie, że jest fantastyczna w taką pogodę 😉 Gorąca herbata w termosie Kilka przydatnych drobiazgów Na koniec kilka drobiazgów, które są moimi „przydasię”. Pierwszy to mała zmiotka! Do odśnieżenia roweru po jeździe. Po piersze dzięki temu nie wawiamy takiego brudnego oweru do rowerowni (i tak zawsze coś skapie), a po drugie dbamy o rower. Otrzepanie śniegu z łańcucha, linek to tylko chwila, a warto. Chociaż przed wiosną i tak czekaq go większy przegląd, oczyszczenie łańcucha itd. Mały ręcznik do wycierana siodełka i chwytów kierownicy to drobiazg, ale wiele razy przydał nam się. Co prawda bardziej w te deszczowe dni, ale nie zajmuje wiele miejsca więc zawsze staram się by był pod ręką. Kamizelka odblaskowa to podstawa, tak samo jak dobre oświetlenie. Zimą dni bywają krótkie, ale też szaro-bure, często wracamy w takiej szarudze. Zamiast kamizelki odblaskowej polecam szelki odblaskowe. Są wygdniejsze, a latem praktyczniejsze (nie pocisz się), no i są ładniejsze. Szczotka do odśnieżaniaSzelki odblaskoweUlock zamontowany w dół by nie padało w zamekA to z zakupów, ahhh ten papier toaletowy 🙂 Skoro czytasz ten wpis to mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej 🙂 Jesteśmy rowerową rodziną, jadąc rowerami zawsze pakuję nam dobre jedzenie do sakw. Pokażę Ci, jak to robić, by było smacznie! Jako dietetyk stworzyłam fantastyczne ebooki kulinarne. Dania do lunchboksów, czy rodzinne pikniki. Dzięki moim ebookom zawsze będziesz mieć pomysł na posiłki, a przy okazji wspierasz moją pracę 🙂 Kupisz tutaj. I to chyba tyle. Ważne by czerpać z tego frajdę. A jak już się zacznie to wciąga. Jestem ciekawa jakie jest Twoje doświadczenie rowerowe, może coś chcesz dopisać, może masz pytania. Ten wpis jest dla was, więc chętnie go rozbuduję 🙂

jak się jeździ na rowerze